Brunetka przeciągnęła się na łóżku leniwie, niczym kot przebudzający się z poobiedniej drzemki, po czym otworzyła swoje piękne, błyszczące, brązowe oczy, mrugając kilka razy. Sprawnie podniosła się z łóżka i od razu zabrała się za poranną toaletę. Sunąc wzrokiem po zawartości szafy, wybrała jasne, jeansowe rurki i miętowy T-shirt. Kiedy udała się do łazienki, umyła zęby, zrobiła lekki makijaż i wyszczotkowała gęste, ciemnobrązowe włosy, opadające falami na plecy i ramiona. Bez wątpienia można by ją nazwać pięknością, gdyby nie jeden, pozornie mały detal. W jej całym wizerunku brakowało czegoś, co całkowicie dopełniłoby zachwycający wygląd dziewczyny. Mianowicie, nie można było znaleźć tu uśmiechu - najpiękniejszego makijażu kobiety. W jej życiu nie było nic, co mogłoby go wywołać. Ciągłe uczucie pustki i samotności nie sprzyjało szczęściu Mai, na jakie zasługuje każdy człowiek.
Jeśli mowa o pustce, to wychodząc z pokoju zastała ją także w pozostałych częściach sporych rozmiarów domu. Jej rodzice opuścili go pewnie o wczesnych godzinach, nie zastanawiając się w ogólne nad losem swojej dwudziestoletniej córki.
Lecz ona była do tego przyzwyczajona.
Już nawet nie zwracała uwagi na to, iż jest jedyną osobą między tymi wszystkimi zimnymi ścianami.
Nie wodziła wzrokiem z nadzieją, że ujrzy za chwilę któregoś ze swoich rodzicieli krzątających się po pomieszczeniach.
A może nawet nie chciała żeby tak było? Może zamiast tej obojętności wolała znosić samotność, do której zdążyła się już z resztą przyzwyczaić?
Można śmiało powiedzieć, że okrutny los uwziął się nad tą biedną dziewczyną, zabierając jej powoli wszystko. Czy nie wystarczyło mu pozbawienie jej, tak ważnego w życiu, zmysłu, jakim jest słuch? Odebrał jej także rodzinę, przyjaciół i pozostawił sam na sam z samotnością i towarzyszącym jej odrzuceniem.
Po zjedzeniu śniadania, na które składała się przyrządzona przez Maję sałatka warzywna, dziewczyna udała się z powrotem do pokoju, by usiąść na parapecie i napawać się górskimi widokami.
Kochany Pamiętniczku!
Dzisiaj obudziłam się przepełniona dziwnym optymizmem i energią. Obecne na niebie słońce coraz bardziej przekonuje mnie, bym wyszła dziś na spacer. Nie ukrywam, trochę się obawiam. Dawno nie byłam nigdzie sama, do tej pory wychodziła ze mną nasza była gospodyni. Potem, kiedy rodzice z jakiegoś powodu ją zwolnili, zapomniałam co to beztroskie przemierzanie pobliskich ścieżek i napawanie się widokami. Pozostał mi jedynie widok z okien lub stara huśtawka, w rogu naszego ogrodu. Ale dzisiaj mam ochotę wyjść. Iść przed siebie, nie oglądając się i chociaż na chwilę zapomnieć o codzienności. Tak! Tak właśnie zrobię!
Jak wrócę, opowiem Ci jak było. Papa!
Wszystko miało pójść dobrze. Dziewczyna tak bardzo pragnęła poczuć odrobinę szczęścia, że zdecydowała się wyjść samotnie na spacer.
Założyła katanę, gdyż mimo wiosennej pory, górskie powietrze zaskakiwało i lubiło drażnić się z wszystkimi mroźnymi, nieprzyjemnymi podmuchami. W torebce brunetki znalazły się klucze, telefon, chusteczki, okulary przeciwsłoneczne i mała butelka wody mineralnej.
Po chwili dziewczyna przemierzała już ulice Zakopanego, kierując się w stronę mniej zaludnionych dróg, by dotrzeć w końcu na wypełnione wiosennymi krokusami łąki.
Nie wiedziała jeszcze, jak wiele ten spacer zmieni w jej życiu.
***
Wiem, krótko. Jeśli kogokolwiek zawiodłam - przepraszam.
Piszesz genialnie...miło się czyta i jest to naprawdę wciągające ;)super!
OdpowiedzUsuń